Home

Advertisement

Customize

niezprecyzowane

Aug. 9th, 2006 | 10:13 am
obecnie: w pracy
nastroje: blah blah

szczerze...?
...uwielbiam się umartwiać, czuć się nieszczęśliwa. to całe nie-jedzenie, rygor dietowo-wysiłkowy, samotne życie.... wtedy mogę do woli się nad sobą użalać. i inni ludzie mnie żałują. mówią - jaka ona biedna, zgnębiona, zagmatwana, samotna.... ale dzielna, trzyma się! mocna jest mimo niepowodzeń. a w tym właśnie moja moc, w tym co mówią i w zaprzeczaniu im, które czyli mnie jeszcze większą bohaterką.

zdrowe relacje z otoczeniem? będę mieć jak umrę.


nitki | co o tym myślisz? | Add to Memories | Tell a Friend

sobota/niedziela

Aug. 7th, 2006 | 11:03 am
obecnie: praca
nastroje: sick sick

c.d.... ognisko na Marcince. pomysł w zasadzie bardzo pozytywny, mimo naszych niepozytywnych niedawnych doświadczeń z tamtej okolicy. tym razem grono przybyłych miało być pokaźne.

jeszcze dość zmęczona, z postanowieniem nie-picia i w ogóle nie-niczego wyruszyłam w drogę przed godziną 21, dotarłam w umówione miejsce po 21. zanim wiara się zebrała było grubo po 22. rozpaliliśmy nie bez trudu (mżawka). oczywiście okazało się że jedzenia nikt nie wziął, jedynie piwo i zioło, tak że jak można było przewidzieć w ciągu kilku chwili wszyscy się zrobili. ja poprzestałam na małym dymku (tak z grzeczności bardziej) i reeds'u. impreza się kręciła. Jasiu złapał fajną schizę, Diobeł skakał zapamiętale prze ognisko, Igor opowiadał jak kilka dni temu goniły go wampiry, panienki z Australii (kurna... z daleka do nas ludzie ciągną) zgubiły się w lochu(ruiny) szukając basenu, Głupol skoncentrował się na przepalaniu ogromnej kłody na pół. jednak dla mnie nie miała najmniejszego sensu przy tak trzeźwym spojżeniu na świat. słuchanie pijackiego bełkotu, marihuanowych filozofii czy zawiłych i niesamowitych historii alkoholowych z przeszłości nie wciągnęło mnie tym razem. zmyłam się po północy.

niedzielny poranek świerzutki i przyjemny. małe śniadanko, duża kawa, kąpiel ozonowa i książka, od której ostatnio nie mogę się oderwać.

wieczorem Radkowi zachciało się piwa, stwierdził że "już może". chciałąm się wykręcić, ale nie szło jak... uległam. trzoszkę posiedzieliśmy, wypiliśmy trzy (a nie jak na początku planowaliśmy - dwa) udaliśmy się do domu tuż po 21. na gadu nawrzucałąm koledze Mareczkowi, pokadziłam koledze Tomkowi i podrażniłam się z kolegą Piotrem.

no i tak się wypoczywa w weekend

the end.

nitki | co o tym myślisz? | Add to Memories | Tell a Friend

piątek/sobota

Aug. 7th, 2006 | 10:53 am
obecnie: praca
nastroje: dirty dirty

o piątkowej imprezie to najlepiej byłoby się w ogóle nie wypowiadać, bo największego żula mogła by ta opowieść zdemoralizować. bo swoim zwyczajem, genialna gabunia nie jadła prawie nic, jeno arbuza na obiad i polazła wypić kulturalnie jedno, no może dwa piwa do knajpy. a że przy końcówce drugiego zeszli się ludziska to przecież nie wypadało tak wyjść po chamsku i wrzuciło się jeszcze jedno piwko. po drodze do domu, z resztą dość krętej, napatoczył się bezczelnie sklep monopolowy w którym zakupiliśmy jeszcze po jednym browarze coby nam nie zaschło w gardłach zanim mnie odprowadzimy. a że z rynaczku do domu mam 5 minutek musieliśmy na alfie opylić do końca puszkę w miedzy czasie wpadając na fenomenalny pomysł udania się na Marcinkę (góra za miastem). taki rozwój wypadków zmusił nas do zakupienia w pobliskim całodobowym kolejnych żywczyków. wbiliśmy się w samochód nie pijącego tego dnia Radka (leki) i po 20 minutach dotarliśmy na wiadukt wznoszący się ponad obwodnicą, skąd bardzo fajnie się macha to przejeżdżających tirów a jeszcze fajniej się pokazuje obnażone części ciała do czego na szczęście nie dopuściliśmy tym razem. przyciągnął nas jednak pobliski basen, na który w nocy łatwo można wejść przez siatkę, pod warunkiem że psy nie są spuszczone. nie były. nie wykąpałam się, gdyż chłopaki uznali, że w takim stanie jest wysoce prawdopodobne moje utonięcie. reszty już nie pamiętam. ranek następnego dnia nie wróżył nic dobrego. niemożność poruszenia żadną częścią ciała w połączeniu z bólem głowy i mdłościami nie wprawiały mnie w dobry humor, tym bardziej że mamusi mej zebrało się właśnie na odkurzanie. ona twierdzi że robiła to zaledwie 15 minut, dla mnie jawiło się to całą wiecznością....

władzę nad ciałem i umysłem i jako taką równowagę odzyskałam dopiero około godziny 16. co prawda nie w pełni sił, lecz jako tako funkcjonująca zaczęłam się przygotowuwać do kolejnej imprezy... c.d.n.
Tags:

nitki | co o tym myślisz? | Add to Memories | Tell a Friend

niezprecyzowane

Aug. 3rd, 2006 | 11:06 am
nastroje: depressed depressed

nieanwidzę tego, że wszystko przemija i tylko wspominać, wspominać.

wolałabym zapomnieć.

nitki | co o tym myślisz? | Add to Memories | Tell a Friend

praca

Aug. 2nd, 2006 | 11:07 am
obecnie: praca

właściwie to nienawidzę mojej pracy. jest bezsensowna, nieambitna, nierozwojowa, a zamiast wypłaty dostaję jałmużnę czy zasiłek jak kto woli. poza tym mam 99% pewności, że dłużej niż do końca umowy, czyli do końca roku nie popracuję. to nic, wrócę do Krakowa albo rozkręcę swoją firmę.... ale jednej rzeczy będzie mi niesamowicie brakować... właściwie nie jednej i nie rzeczy, a mianowicie chłopaków. chłopaków - moich współpracowników, z mojego działu projektantów. nie zamieniłabym ich na nikogo innego, najlepiej to zabrałabym ze sobą. oczywiście ja się patologicznie przywiązuję do ludzi, niewolniczo i choro wręcz. zaborczo. ale oni są na prawdę wyjątkowi. bałam się ich przez parę pierwszych dni, ale szbciutko złapaliśmy kontakt i teraz jest idealnie. symbioza. to samo poczucie humoru, każdy za każdym murem. czasem mam wrażenie, że praca się zmienia w plac zabaw. bez obciachu, bez typowych biurowych zagrywek plotkarsko-zawistnych. miaąłm dużo szczęścia, w innych działach nie jest kolorowo. poza tym ja się zawsze doskonale dogadywałam z facetami, kobitek zwykle znieść nie mogę. i będzie mi żal to zostawić, z tego właśnie powodu....

nitki | co o tym myślisz? | Add to Memories | Tell a Friend

żal mi siebie

Aug. 1st, 2006 | 11:11 am
nastroje: guilty guilty

mimo przeżytych 24 lat jestem wciąż małym, bezradnym i zagubionym dzieckiem, które bez pomocy i opieki nie przetrwa nawt jednego dnia. oczywiście ta prawda schowana jest skrzętnie pod grubą maską siły i odwagi i 'mam to wszystko w dupie".

a ja panicznie boję się zmian, straty, krytyki. i boję się, że ludzie raniąc mnie w ten sposób, codziennością, która nie powinna być dla mnie przykra, sprawią że zostanie ze mnie tylko skorupa, postawa zewnętrzna, a to co w środku wyżre kwas ludzkich słów, czynów i decyzji

nitki | co o tym myślisz? | Add to Memories | Tell a Friend

wymiarowanie

Jul. 28th, 2006 | 11:19 am
nastroje: weird weird

specjalnie dla Bójki w tym o to miejscu, tego upalnego lipcowego ranka, publikuję aktualne wymiary:

biust 88

pod biustem 75

pępek 68

kości biodrowe 86

dupa 97

tzw biceps 26

udo 54

wzrost 170

tak że widzisz kochana, że do zniknięcia mi jeszcze daleko, powiedziałabym nawet że podobnie jak do szczupłości.;) aha no i porównać nie mogę bo mi gdzieś zaginęły wyniki z ubiegłego mierzenia.
Tags: ,

nitki | co o tym myślisz? | Add to Memories | Tell a Friend

rozmowy w pracy

Jul. 28th, 2006 | 11:17 am
nastroje: indifferent indifferent

jacek: - dlaczego nie jesz tej czekolady?

ja: - bo to czekolada.....

jacek: - ??

przecież to takie oczywiste.
Tags:

nitki | co o tym myślisz? | Add to Memories | Tell a Friend

something;) in the air

Jul. 28th, 2006 | 11:14 am
nastroje: horny horny

zaczynam odczuwać niebezpieczną fascynację kolegą z pracy, co gorsza zauważyłam i wyczułam pewne zainteresowanie z jego strony również. nic takiego w prost ale to się poprostu czuje. niestety jest to dziesięć lat ode mnie starszy, żonaty posiadacz córki. dla mnie to w zasadzie nie stanowi problemu, nie mam takich skrupułów. właściwie to bym się zabawiła w coś tak ciekawie odmiennego. tylko że z tego będą same problemy.chyba odpuszczę...?

nitki | co o tym myślisz? | Add to Memories | Tell a Friend

i

Jul. 27th, 2006 | 11:41 am

jestem całkiem sama. Żywiec mnie męczy wielowymiarowo, bo nie mogę się uwolnić od Żywca w postaci płynnej jak i w od Żywca w postaci ludzkiej.

nie mogę znaleźć pudełka zapałek, gdzie ukryłam ostrą żyletkę. nie będzie przyjemnego rżnięcia w żadnym wymiarze, w żadnym rozumieniu...

tępy facet, tępy nożyk, na więcej nie zasłużyłam.

parno, duszno, gorąco. oczy pieką, ale od czego?

od łez? od demakijażu? od upału?


a jednak żyletka była w przyborniku, szczęściara za mnie!

nitki | co o tym myślisz? | Add to Memories | Tell a Friend

jak się obronić przed optymizmem.

Jul. 25th, 2006 | 11:23 am

Czasami ta moja błoga pewność, że nie nadaję się do niczego zostaje podważona i zachwiana. Na przykład wtedy, gdy po nie małym wysiłku i pomimo chronicznego braku czasu oraz zmęczenia każdego ranka utrudniającego wstawanie, z egzaminów dostaję piątki i czwórki, co stanowi najlepsze oceny na roku (wraz z kilkoma innymi osobnikami, równie zdolnymi). Oczywiście „i don’t like it” gdyż każde podważanie moich przekonań, choćbym robiła to sobie sama, choćby czyste fakty, zaburza moją równowagę życia, czyli znowu nie jest tak jak myślałam….. to znaczy że będą ode mnie więcej wymagać…. to znaczy że ja powinnam się zabrać za siebie… e-e… to tylko znaczy, że mój życiowy pech robi mi kolejny wałek. Dostaję od życia coś, coś miłego, cos pożytecznego, wartościowego po to żeby z nadzieją spojrzeć w przyszłość, żeby zagrać tę nutkę optymizmu, żeby poczuć się lepiej i żeby zaraz dostać w łeb. I wrócić na swoje miejsce – do parteru.

Wiadomo, że nadzieja matką idiotów....

Ale mimo wszystko, wybiorę się dziś na piwo a basen nie ucieknie…. JutroJ

nitki | co o tym myślisz? | Add to Memories | Tell a Friend

nie pojadę na wakacje

Jul. 24th, 2006 | 11:25 am

cholernie chciałabym gdzieś pojechać. wkacje no.... ja robotajem i mało urlopu mam, więc odpada tak na prawdę. muszę poważnie przemyśleć kiedy, dokąd i z kim. żeby nie zmarnorwć tych kilku dni które mi pozostały.

miało być tak: kierunek wschód - Lwów konkretnie. ekipa - znajomi ze studów (fakt że nigdy z nimi nigdzie nie byłam może byc niepokojący). data - około 15 sierpinia czyli długiego weekendu. rozmawialiśmy z Tomkiem o tym wiele razy, z takim samym entuzjazmem i ochotą. jeszcze tylko trzeba znaleźć chętnych. no i wczoraj do Tomeczka zagaduję a on "że ale co sami??? bo to by się mogło dla nas źle skończyć." "o co ci kurwa chodzi?!?" myślę sobie, ale puszczam mimo oczu i tam dalej, że no musimy się zastanowić itd... a on drąży.( o żeby cię piekło pochłonęło. ja już cię tylko lubię, już nigdy w życiu, no chyba żebym była bardzo pijana, ale i tak nie. poprostu jesteś moim dobrym kumplem, przecież cię nie zgwałcę.) no ale Tomek zakończywszy swoją refleksję nad naszym wspólnym wyjazdem zaczyna o jakichś tam niewyjaśnionych z przeszłości sprawach. Tomek, co było minęło, nie mam żalu, po co w tym grzebiesz? "no ale musimy porozmawiać, nie sądzisz?" no może. "to ja do ciebie wpadnę w przyszłym tygodniu." jasne. "a jak twoja, że to tak nazwę dieta." ( spierdalaj) " przemyśl to bo źle wyglądasz."( dzięki. a ty jak gnom a i tak z tobą spałam, widzisz, każda potwora....) "a masz kogoś?" (dlaczego uważasz, że moje szczęście i powodzenie w życiu szeroko pojęte jest uzależnione od tego czy się z kimś spotykam?) "wydaje mi się że nie grasz ze mną w otwarte karty" (no pewnie nie, bo nie pisałabym w nawiasach, tylko ci to powiedziała, tylko po co...?)

dobrze, że się chociaż w sobotę wyszlałam w klubie. Grzesiu stał na bramce a ja z nim a jak już skończył selekcjonować to poszliśmy się bawić. w ogóle się zorientowałam że dużo znajomych mam. dj znajomy, bramkarz znajomy, barman znajomy i jeszcze masa znajomych "bawiących się".

upaliłam się jeszcze w domu i fazę złąpałam okrutną, tak że koleżanka moja praworządna - Dominika - nie pozwoliła się mi przysiąść do jej stolika i przeżyła (och podłam, specjalnie to robię żeby ją wkurzyć) nieprawodopodobne katusze kiedy witałam się z jej znajomymi. ale w sumie wioski nie zrobiłam. tylko nie wiem co tam temu Grześkowi gadałam przez dwie godziny, chwijąc się ze szklanką piwa. prawdopodobnie coś co zaowocuje miłosnymi smsami i podchodami (znów!), tym bardziej że w pamięci mi został jakiś taki błogi kontakt fizyczny. prawdopodobnie się do niego kleiłam. no trudno. już nie pierwszy raz.

nitki | co o tym myślisz? | Add to Memories | Tell a Friend

kto został w Finlandii

Jul. 19th, 2006 | 11:27 am

Dimka. wczoraj znów robił mi wyrzuty - czemu w takim razie ja nie przyjadę do finlandii studiować? -a język? - pytam. -nauczysz się. - a pieniądze? - wezmę drugą pracę. - wolałabym żebyś wziął się do nauki.... ale on nie chce, ma w dupie naukę bo jest bez sensu. a ja nie chcę żyć z człowiekiem, który ledwie wiąże koniec z końcem, z któym nie można porozmawiać bo dzieli nas bariera wykształcenia, choćby - a może szczególnie - w finlandii. Dimka jest inteligentny i zdolny, studiowała romanistykę i germanistykę, ale na przedostatnim roku się rozmyślił, bo mu się przestało podobać czy coś, poza tym chciał mnie szybko ściągnąć do siebie. nie zdawał sobie sprawy że najszybszą metodą było właśnie skończenie studiów. szybko znalazłby dobrą pracę i mogłabym przyjechać. bo może ja jestem wstrętną materialistką, ale nie czuję się bezpiecznie przy facecie który nie ma kasy i nic nie wróży że ją będzie miał, a w szczególności kiedy nie mogę liczyć na siebie, w obcym kraju. nie powiedziałam mu tego wprost, starałam się przemycić sens między słowami. ale on nie rozumie chyba, kiedyś się na mnie obraził że go namawiam na skończenie studów, teraz wzbudza we mnie poczucie winy za to że studiuję. a ja czuję że nawet jak już pojadę tam po studiach to sie nie dogadamy. chyba mamy inne priortety, inne ambicje. moja ewentualna emigracja to już duże poświęcenie, więcej nie jestem w stanie się nagiąć. on tez musi się zmienić. ale to chyba nie możliwe

nitki | co o tym myślisz? | Add to Memories | Tell a Friend

radio

Jul. 18th, 2006 | 11:30 am

nikt, nikt mi nie wierzył że tak będzie. że ta ciemna, okrutna banda będzie chciała nad nami despotycznie,absolutnie panować, bezdyskusyjnie i bezgranicznie głupio.

macie.

na przekąskę wolne radio młodych, myślących ludzi:

http://mlodzi-ratuja-biske.blog.onet.pl/

http://212.244.52.78/ -podpiszcie petycję

nitki | co o tym myślisz? | Add to Memories | Tell a Friend

gadugadu

Jul. 18th, 2006 | 11:29 am

12:21:55 beyunia ()

12:22:04 beyunia ()

12:22:21 beyunia ()
kurwa, nie myślalam ze mnie spotka to samo co moich rodzicow
12:22:29 beyunia ()
ccenzura, zamordyzm
12:23:00 beyunia ()
bede musiała protestować, spałują mnie, gaz łzawiący
12:23:17 beyunia ()
bicie w areszcie, wyrywanie paznokci
12:23:20 beyunia ()
zsylka
12:23:23 beyunia ()
do torunia
12:23:34 RADEK ()
co sie stało nie rozumiem
12:23:39 beyunia ()
albo czestochowy
12:23:55 RADEK ()
no ta zsyłka to tego bym sie bał
12:24:23 beyunia ()
radek, zamykaja radio, zdejmuja programy ktore nie glosza jednynej i slusznej nowiny
12:24:49 beyunia ()
to myslisz ze sobie na imprezie reggae puscisz, albo w samochodzie?
12:25:17 beyunia ()
zatrzymaja cie, skonfiskuja auto,mieszkanie, zamkna cie i zesla do zakonu na pranie mozgu

12:26:01 RADEK ()
ja sie nie dam bede jeszcze głosniej słuchał
12:26:38 RADEK ()
wogóle to sobie w niedziele pod kosciołem zaparkuje
12:26:50 RADEK ()
i jamal na full
12:27:13 beyunia ()
nie bedziesz mial już radia, a i jezyk ci wyrwą żebyś nie śpiewał i powieszą u wrót katedry
12:27:32 beyunia ()
ku przestrodze

12:32:34 beyunia ()
kurwa, aż mi powieka z nerwów skacze...

12:40:15 RADEK ()
spokojnie
12:40:36 RADEK ()
niedługo sie wyzyjesz na basenie
12:41:16 RADEK ()
a pozniej se najwyzej jakis smietnik pod kosciołem pojdziemy podpalic
12:41:38 RADEK ()
jak chcą wojny bedą mieli
12:41:51 RADEK ()

12:42:23 RADEK ()
partyzantka wsumie fajna sprawa
12:44:38 beyunia ()
po wprowadzeniu zakazu palenia na ulicach to nawet tego nie zrobimy...:(((
Tags:

nitki | co o tym myślisz? | Add to Memories | Tell a Friend

postrzeganie

Jul. 17th, 2006 | 11:31 am

stoję z mamą na balkonie wieczorem. palimy papierosy. ona podejrzliwie przygląda się moim nogom, później twarzy. wiem że zaraz zapyta: "znowu się odchudzasz? co dzisiaj jadłaś? mało coś jesz ostatnio". ale zanim zapyta popatrzy na mój gruby tyłek i odstający brzuch. uspokaja się.

nitki | co o tym myślisz? | Add to Memories | Tell a Friend

niezprecyzowane

Jul. 14th, 2006 | 11:33 am

no więc przede wszytskim TRZEBA BYĆ CHORYM NA GŁOWĘ żeby iść na ognisko i się nawalić, mając w perspektywie wstawanie na zajutrz do pracy na 7. może zaistnieje nawet potrzeba pracowania i co wtedy?? hehe

impreza się udała. dużo wiary, dużo alko oraz innych używek i suuuper. chociaż i tak musiałam wyjść w środku imprezy, żeby w ogóle być zdolną do życia w piątek rano. tylko Radziu mi się po drodze wypłakiwał, że nie wie jak się pozbyć Beaty i jak ją złudzeń pozbawić, a na moje pytanie skąd wie że ona się łudzi, odparł że sypiają ze sobą... a mówią że to jak jestem dewiantką, nieprzyzwoitą i gorszącą perwerą. bo i w sumie jestem. na razie w uśpieniu. chociaż ostatnio mi się seksu chce. czuję że będą z tego kłopoty. bo albo sie prześpię z kimplem którymś a później adios i będą mi mieli za złe, albo z kimś zupełnie obcym i będę dziwką. tak.

w robocie znów przetasowania i znów nie wiem na czym stoję, w dodatku abstrakcyjne jakieś wymagania i a w dupie to mam.

tylko coś mi nie pasi... wczoraj pomalowałam sobie pazury i siedzę, normalnie...nagle taki zryw serca, palpitacje, łomotanie i straciłam przytomność na kilka sekund. i ocknęłam się. o co k*** chodzi??

nitki | co o tym myślisz? | Add to Memories | Tell a Friend

rutyna. zabija.

Jul. 11th, 2006 | 11:34 am

czuję się ostanio jak w pętli czasu. codziennie to samo - te same czynności, te same miejsca, ci sami ludzie, te same zmagania i problemy. żadnych wyjątków.

rano wstaję, jadę do pracy zawsze tą samą drogą. w pracy siedzę 8 godzin wykonując wciąż jednakowe, powierzone mi obowiązki. niezwykle ważny element tych ośmiu godzin stanowi śniadanie, celebrowane i przygotowane już od wieczora dnia poprzedniego, a stanowi je codziennie serek wiejski z warzywami lub jogurt z musli. po pracy jadę na zakupy, rzadko takie przyjemnie-ciuchowo-butowo-niepotrzebne, zwykle to proza życia: trzeba kupić żarcie. wracam do domu i przygotowuję sobie obiad i tu czasem zdobywam się na nieco szaleństwa. jednakże najczęstszy wariant to warzywa z kostką sojową. żeby szybko bo muszę przecież coś pochłonąć. po obiedzie, mimo iż przysięgałam sobie, że się prześpię, bo całe osiem pracowych godzin padałam na ryj, wraca mi trochę energii. kiedyś biegałam (za gorąco jest obecnie), chodziłam na basen, ale pokłociłam się z kumplem. zabieram się więc za czytanie książki lub bezmyślnie siadam przed telewizorem. jeżeli mój pokój wygląda już jak totalne pobojowisko - sprzątam. jednak każda z tych czynności szybko mnie nudzi. idę więc do łazienki, biorę prysznic z peelingiem kawowym, szuszę włosy, prostuję. przygotowuję z namaszczeniem śniadanie na dzień następny. siadam do kompa jeszcze na godzinę. idę spać. i od nowa. rytm życia wyznaczają mi przerwy na papierosa i posiłki.

weekendy? kiedy jadę na uczelnie no to przesiedzę na kampusie całe dwa dni, wieczory u kumpla przy piwie i zajebistych, choć zawsze takich samych kanapkach. i oliwkach. zanajomi z uczelni rzadko dają się wyciągnąć na piwo. weekendy nie-naukowe...zwykle nie pamiętam. bo albo się nawalę i potem odsypiam, albo poprostu odsypiam z dzwoniącą w tle komórą, której nie myślę odbierać.

błędne koło. im więcej tej rutyny tym bardziej nie mam siły się z niej wyrawać.

nitki | co o tym myślisz? | Add to Memories | Tell a Friend

skomplikowany piątek, nieobecna sobota

Jul. 10th, 2006 | 11:36 am

w piątek skręciliśmy imprezkę z okazji pomyślnej obrony licencjackiej Grześka. imprezka plenerowa - wyruszyliśmy na ruiny. musiałam też pożegnać Beatę, jak co roku pojechała na ogórki do holandii. mimo zapewnień, że wcale nie chce jechać i będzie za nami tęsknić nie chciała nam towarzyszyć.

nakupiliśmy piwa i udaliśmy się w kierunku naszego celu po drodze zbierając ekipę. zdziwiłam się trochę, że w efekcie zebrały się zaledwie cztery osoby ze mną licząc. po dotarciu zajęliśy dogodne miesce z widokiem na niesamowitą panoramę Tarnowa. wypiliśmy piwo, zapalili ziółko i oddaliśmy się absurdalnym dyskusjom na absurdalne tematy. abstrakcja. i było tak miło, chłodno i wietrznie. do czasu.

nagle od imprezującej nieopodal nas, dość głośnej grupy ludzi, oderwał się jeden osobnik. przyszedł do nas z zapytaniem o papierosa, ale absolutnie nie to było jego zamiarem. posiadał on bowiem ukrytą, niepochamowaną chęć zadymienia, ale w sensie mentalnym. zaczął nas prowokować całkowicie absurdalnymi, bezsensownymi gadkami, a my nie reagowaliśmy z dwóch powodów: raz, że z nas na prawdę łagodni i pokojowi ziomkowie ;), dwa - i to raczej zaważyło na sprawie - tamci mieli zdecydowaną przewagę liczebną. ja - co prawda bojowa, ale raczej nie skuteczna, Jasiu i Grześ - specjaliści od aikido jujitsu (czy jak tam się pisze) ale w liczbie nie powalającej oraz Radek, który co prawda potrafi wpaść w furię, ale wtedy bywa często bardziej niebezpieczny dla siebie niż dla przeciwnika.

tak więc Radek istotnie, chcąc uspokoić sytuację zrobił najgorsze co mógł zrobić. poszedł do towarzyszy owego osobnika, a raczej towarzyszek i oznajmił że gość się naprzykrza i żeby coś z tym uczyniły. laseczki, jak to laseczki postanowiły uspokoić sytuację. jednakże cała reszta miśków była już koło nas, w okół nas i prawie na nas. my pokojowo, prubujemy rozmawiać, ale tamci wyraźnie nie - koniecznie chcą się bić, a raczej bić kogoś bo raczej nie mieliśmy szans na podjęcie walki.

trochę zaczęłam się bać. normalnie, (czyt. gdyby nas było więcej) rzuciłabym hasło, wypierdoliła komuś z kolana i na uboczu czekała na rozwój wypadków.teraz trzeba było zadziałać inaczej. wyłowiłam z tłumu te dwie laski i tego pierwszego zadymiarza.przeprowadziłam z nimi kulturalną i miłą rozmowę, wymieniłam nr. telefonów no i uratowałam nam dupy (i nie tylko chyba).

nie wiem jak to się udało bo nigdy w życiu nie podejżewałąm siebie o dyplomację. ale wiem jedno, że mieliśmy sporo szczęścia i że trzeba uważać. nawet jak się chce tylko w spokoju i zadumie wypić piwo, a szczególnie kiedy idzie się z małą obstawą.


w sobotę mieliśmy coś zrobić jeszcze. ognisko albo chociaż piwko... dla mnie było dosyć. nie chciałam nikogo widzieć, znów nie odbierałam telefonu, nie otwierałąm drzwi... przeleżałm, przespałam dwa dni. jestem wrak. mam czasem zrywy, ale generalnie to nic mi się nie chce i bez fizycznego przymusu nie kiwnę nawet palcem. jeżeli ktoś to zauważy znów doastanie mi się leczenie jakimś szitem pod hasłem antydepresanty. a to jest ostatnia rzecza na świecie jakiej chcę.

nitki | co o tym myślisz? | Add to Memories | Tell a Friend

bardzo nieprzyjemne zakończenie dnia pracy...

Jul. 9th, 2006 | 11:22 am
nastroje: crushed crushed

nie wiem za bardzo jak się odnieść do tej sytuacji.pod oknami mojego biura, które mieści się w dodatku na parterze, umarł dzisiaj człowiek. ratownicy z karetki reanimowali go prawie pół godziny po czym nakryli czarnym workiem. straszny widok. "niestety zgon" oznajmił lekarz zszokowanym pracownikom.
nikt z nas zmarłego nie znał mimo to zabawni i roześmiani chłopcy z mojego dziełu zasępili się i umilkli już na dobre. powiedziałam: jakie dziwne jest to, że codziennie wychodzimy z domu do pracy i nikomu z nas nawet do głowy nie przyjdzie że możemy z tamtąd nie wrócić.
pierwszy raz widziałm śmierć człowieka, tak od początku do końca, na zbliżeniu. nie jestem jakś wstrząśnięta czy ztraumowana, ale widok taki daje do myślenia. bardzo bardzo....
Tags:

nitki | co o tym myślisz? | Add to Memories | Tell a Friend

Advertisement

Customize